Dzień 1
Stał na samym środku skrzyżowaniu, zastanawiając się dobre 10 minut co się w ogóle stało że się znalazł na tym skrzyżowaniu. Umarł, to wiedział na pewno. Uczestniczy w jakiejś grze, by wrócić do życia. Ale o co w tym dokładnie chodziło? Wyłączył się chyba podczas wyjaśnień, ale tak czy inaczej, uczestniczy. I nie ma zamiaru w występować z tej gry.
Zgarnął na bok swoje brązowe włosy. Rozciągnął się i westchnął, wkładając ręce do kieszeni swojej niebieskiej kurtki. Rozejrzał się w około. Wyglądało na to że ludzie nawet go nie zauważali. Próbował się do nich odezwać, jednak totalnie go zignorowali. Czyżby go nie zauważali? Nie należał może do najwyższych, jednak z jego wzrostem raczej ciężko było go przeoczyć. W dodatku, coś miał w kieszeni
Jakiś żeton. Wyjął go. Wzór na nim nie był jakiś specjalnie nowatorski. Biała czaszka na czarnym tle. Westchnął, kto kol wiek to zrobił nie należał do najbardziej twórczych osób. Podrzucił ją do góry i złapał. Tymczasem nagle zaczął słyszeć w głowie mnóstwo głosów. Jak by każdy mówił do niego, jednak tak nie było. Głowa zaczęła go boleć od tego hałasu, chwycił mocniej żeton. Po chwili wszystko wróciło do normy. Rozejrzał się zdezorientowany patrząc na ludzi.
-Czytałem ich myśli? Nie ma innego wyjścia
W końcu, nikt by nie mówił do mnie jakie ma problemy miłosne
- przypomniał sobie jedne z myśli pewnej osoby na tym skrzyżowaniu. Będzie musiał uważać w tłoku, by czasem takie coś się nie stało.
Pamiętał że miał coś tam znaleźć, ale co? Nagle odezwał się dzwonek w telefonie. Wyjął go. Nie sądził że telefony działają po śmierci. Dostał wiadomość.
Dostań się jakoś do Statuy Hachiko. 33 minuty. Zawal a zostaniesz skasowany.
-Cóż, to w sumie nie daleko
- westchnął zaczynając powoli iść. Nie było by tak źle, gdyby mógł jeszcze tam iść. Blokowało go coś. Wyciągnął rękę i wyciągnął ją do przodu. Stała tam jak by nie widzialna ściana. Jednak, dopiero teraz zauważył że ma coś na dłoni. Obrócił ją tak by móc na nią patrzeć. Był na niej zegar, który odliczał czas.
-Zostały mi 32 minuty
Niby jak mam przejść jak tu jest jakaś ściana? nie było żadnej innej drogi do tej statuy. Jednak pojawił się większy problem.
Na środku skrzyżowania znajdowały się jakieś stworzenia. Nie wiedział co to może być, z wyglądu przypominały wilki, jednak, wilki w samym środku miasta? Wśród tylu ludzi? Nie możliwe. Uznał że mu się tylko wydaje i zignorował je.
I to był błąd.
Nie długo po tym owe stworzenia zaczęły biec w jego kierunku. Nie były może najszybsze, jednak wystarczająco by go złapać jeśli się nie ruszy. Wbrew tego co myślał, coś kazało mu biec, więc nie myśląc o tym dwa razy zaczął biec na oślep.
Dobiegł do budynku 104. Spojrzał się za siebie, nie widział tych stworzeń. Odetchnął i rozejrzał się. Tu o dziwo było prawie że pusto. Dopiero teraz zauważył że ten teren został zamknięty na czas wystawy ciuchów w owym budynku. Ktoś jednak stał pod wejściem, jak by czekał na coś. Przyjrzał się dokładniej.
Była to jakaś dziewczyna. Była porównywalnego wzrostu co on, może troszkę niższa. Próbował spojrzeć jej na oczy, jednak miała zasłonięte je swoimi ciemnymi, prostokątnymi okularami. Miała długie czarne włosy.
Zaczęła do niego iść.
-No, wiedziałam że w końcu ktoś tu przyjdzie. Nie chciało mi się iść szukać, więc dobrze że sam tu przyszedłeś. uśmiechnęła się.
Był zdziwiony, czy ona mówiła do niego? Przecież nikt inny go nie zauważał. Więc czemu akurat ona?
-Cóż, nie żebym mogła ci pomóc. Nie umiem w sumie nic specjalnego. Ale cóż, jeśli chcesz przetrwać w tej grze to musisz ze mną zawiązać kontrakt. Przykro mi. zaśmiała się w końcu zatrzymując się przed nim.
-Cóż, język ci urwali? spytała uchylając lekko okulary. Miała brązowe oczy, a przynajmniej tak mu się wydawało. jeśli chcesz przeżyć to to jest dobry moment żeby się zgodzić, Noise-y są za tobą.
Obejrzał się przez ramię. Faktycznie, zbliżały się do nich.
-
Akceptuje. powiedział nie chętnie. Nie wiedział specjalnie co robić, a wolał by nie zginąć już pierwszego dnia. Zaświecili oboje niebieskim światłem. Nie mając wiele czasu instynktownie włożył rękę do kieszeni, biorąc trzy żetony. Spojrzał na nie, i zorientował się że został sam, razem z jak ona nazwała Noise-ami.
-
Zostawiła mnie? Dopiero kontrakt zawiązaliśmy. westchnął patrząc na wilko-podobne stworzenia. Nagle jedno z nich zniknęło bez śladu. Szybko przerzucił dwa żetony do lewej ręki, i mocniej ścisnął pozostały w prawej dłoni. Wskazał nią jedno z stworzeń, a z jego ręki wystrzeliło kilka pocisków. Noise próbował uniknąć, jednak nie zdążył, i oberwał czteroma z nich. Zaraz po tym zniknął. Został już tylko jeden. Nie wiedział jeszcze jak to wszystko działa, ale nie miał zamiaru teraz się nad tym zastanawiał. Wyciągnął ponownie rękę mając zamiar wystrzelić owe pociski. Poczuł jednak że coś się dzieje z jego partnerką, kimkolwiek była i gdziekolwiek była. Zamiast wystrzelić pocisk jego ręka zmieniła się w taki. W dodatku była otoczona lodem. Z nienormalną szybkością podbiegł i uderzył tą dłonią w Noise-a. Zawył on krotko z bólu i zniknął, a jego ręka powróciła do normalnej formy.
Spojrzał się w niebo. Wyeliminował wszystkie. Od razu poczuł też czyjeś szturchnięcie w jego plecy.
-Gdzie ty byłeś? Miałeś mi pomagać walczyć, a nie
- westchnęła. wiesz dobrze że ja nic nie umiem no! udawała zdenerwowaną tupiąc nogą w ziemie. Westchnął.
-To samo tyczy się ciebie, gdzie ty kurka byłaś? o mało że nie wykrzyknął powstrzymując nerwy. Był pewien jednak że czuł jej obecność, w końcu jedno z tych stworzeń nie zniknęło bez powodu.
-Walczyłam toż! Rany
Mogłam słuchać kiedy mi tłumaczyli na czym to wszystko polega
-Chociaż mamy jedną rzecz wspólną
. przekręcił oczyma. Również nie słuchał tego co do niego nawijali. Teraz już sobie przynajmniej przypomniał co miał znaleźć, partnera. Żałował tylko że ktoś taki mu się akurat trafił.
-Samui, a ty? spytała patrząc niego przez okulary. Jej wyraz twarzy był inny, bardziej pogodny.
-
Shozo. powiedział patrząc na prawą dłoń. Przypomniał sobie o zadaniu, zostało jedynie 5 minut. Westchnął. nie chce przerywać tej jakże wspaniałej chwili i w ogóle, ale mamy 5 minut na dobiegnięcie do statuy Hachiko
-Ie tam, nie chce mi się. Jestem zmęczona po walce. powiedziała siadając na ziemi. niech ktoś inny wykona to zadanie.
-Że co proszę? NIKT INNY TEGO ZA CIEBIE NIE ZROBI, WIESZ?! tym razem już nie wytrzymał i musiał krzyczeć. jesteś tak leniwa że nie możesz nawet pobiec przez te 2 minuty?!
-Tak, jestem na tyle leniwa, i co z tego ? zaczęła się śmiać. Miał wrażenie że nie zdawała sobie powagi z tej sprawy. A on nie miał zamiaru przegrać jakiejś głupiej gry. wyluzuj, to nie jest tak że jesteśmy jedynymi graczami. No i jeśli ci nie pasuje to było trzeba znaleźć sobie lepszego partnera, jak już mówiłam, ja nic nie umiem, partnerze. znów się śmiała jak głupia.
Przemilczał to. Jednak nie mając zamiaru zawalić już pierwszego dnia, chwycił ją za rękę i ciągnął po ziemi. Ciągnął ją tak aż do skrzyżowania.
-Przestań no! To boli! krzyczała gdy ją ciągnął, jednak nie przestawał. Patrzył ciągle w swoją dłoń z zegarem.
-Nie marudź, było trzeba wstać. wyrzucił jej wciąż ciągnąc. Mieli jeszcze minutę. Przyspieszył kroku. Doszedł tam gdzie wcześniej była niewidzialna ściana. Spojrzał się na bok. Stał tam ktoś z w czerwonej bluzie dresowej. Spojrzał się on na nich, a po chwili odszedł. Nie zwracając dalej na niego uwagi szedł dalej. Tym razem ściany już nie było. Parę sekund później znaleźli się pod statuetką. Zegar zniknął.
-Uh
Ale mnie teraz tyłek boli
- narzekała wstając. W tej chwili wydawała się wielce obrażona, jednak już wcześniej zauważył że jej humor zmienny jak pogoda.
-Cicho tam, ważne że zdążyliśmy. Jedno zadanie z głowy, jeszcze 6 przed nami.
-Widzę że jednak lepiej słuchałeś niż ja
- westchnęła, jednak zaraz potem zaczęła się śmiać chyba pod tym względem mam szczęście! Przynajmniej mój partner coś umie i wie!
-
Zamknij się póki co
- westchnął. Coś mam wrażenie że to będzie długi i ciężki tydzień, jeśli tak dalej będziesz się zachowywać.
-To ty powinieneś też trochę wyluzować, to nie jest tak że zginiemy jeśli czegoś nie zrobimy.
-Zginiemy, przecież dostałaś SMS-a z informacją o misji.
-Skasowałam go.
-Huh? Jak to skasowałaś? spytał lekko zdenerwowany. Co prawda ,wystarczyło by że on ma tą wiadomość, jednak sam fakt się dla niego liczył.
-Nie potrzebuje spamu na skrzynce, co prawda i tak wiadomość przyszła jeszcze raz
Głupi spam
Ale cóż, nic się na to nie poradzi. uśmiechnęła się szeroko. mam nadzieję na miłą współpracę przy tej grze, partnerze. uderzyła go lekko pięścią w ramie. Westchnął tylko.
-A ja mam nadzieje że te zadania nie będą trudne
Bo inaczej nie mamy szans. przekręcił oczyma. Włożył ręce do kieszeni.
-Cóż, są jeszcze inni gracze. Jak oni wykonają zadanie to my też przeżyjemy, więc chyba nie jest tak źle, co? - zdjęła okulary i spojrzała w niebo.
-Wygląda na to że ty się niczym nie przejmujesz... - westchnął. Trafił na złego partnera.















Comments
To mnie zabiło... XD
--
~Hold on a sec. I'm gonna consult myself, ok?~
Prussia, China & Latvia proud fan!
KaworuxShinji
SpainxRomano
DenmarkxNorway
BelphegorxMarmon
MarluxiaxSephiroth
Previous PageNext Page